sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział II – Nowe znajomości.

Młody czarodziej szedł przodem przez korytarz. Katie zaczęła rozmyślać, jakaż to straszna kara ją czeka. Podejrzewała, że zabiorą jedynie kilka punktów Slytherinowi, a potem dadzą jej spokój.
„I bardzo dobrze!” – pomyślała – „Nie dopuszczę do tego, żeby ci parszywi Ślizgoni wygrali Puchar Domów!”. Przypomniała sobie, co usłyszała niedawno o Hogwarcie. Do tej pory prawie co roku, dzięki sławnemu Potterowi, Puchar wędrował w ręce Gryffindoru. Rozmyślając o swej marnej egzystencji w domu węża, Smith nagle się potknęła. Nieszczęśliwie poleciała prosto na nauczyciela przed nią. Ten jednak zadziwiająco szybko się odwrócił i uchronił ją przed upadkiem, łapiąc w ramiona.
- Ostrożnie. Irytek znowu porozrzucał wszystko po podłodze. Gorzej z nim niż z dzieckiem – zażartował blondyn.
- Dzię-dziękuję – wykrztusiła Katie. Gdy podnosiła się, miała chwile czasu, by przyjrzeć się mężczyźnie z bliska. Miał szare oczy, ostre rysy twarzy i bladą cerę. Jego ciało było wysportowane, a ruchy zwinne. Dziewczynie serce drgnęło. „Och, ogarnij się. Jest dwa razy starszy od ciebie!” – pomyślała.
- Wszystko gra? – zapytał obiekt jej obserwacji.
- Ach tak tylko… – Katie zawahała się. – Był pan kiedyś szukającym, zgadza się?
Czarodziej zdziwił się, a potem na jego twarz wypłynął szyderczy uśmieszek.
- A i owszem. Po czym wywnioskowałaś? – zapytał ciekawie.
- Lubię obserwować ludzi. Taki refleks może mieć tylko szukający – odpowiedziała Katie w zamyśleniu. W jej mózgu zaświeciła się mała lampka informująca ją o tym, że skądś zna tego człowieka. Mężczyzna spojrzał na nią przenikliwie, a ona zarumieniła się.
- No cóż, gratuluję w takim razie umiejętności i dziękuję za komplement. Ale dość tych amorów, chodźmy dalej, mój gabinet nie jest już daleko – zażartował i odwrócił się. Dziewczyna skarciła się w myślach i podążyła za nim.

Wkrótce dotarli do lochów. Czarodziej wypowiedział cicho jakieś słowa i przed nimi pojawiły się drzwi. Wpuścił Katie do środka, a dziewczyna znalazła się w niesamowitym pokoju. Wszystko było tutaj w odcieniach zieleni i czerni. Po lewej stronie znajdowały się półki z książkami, które rozciągały się na całą szerokość ściany. Oczy Katie szaleńczo przeskakiwały po tytułach. Obiecała sobie w duchu, że kiedyś poprosi nauczyciela o dostęp do tego skarbca.  Na przeciwnej ścianie Smith zauważyła mnóstwo szafek z eliksirami i ingrediencjami. Wolała nie wiedzieć na razie, co pływa w słoikach. Skupiła się więc na obrazach, które można było zobaczyć wszędzie. Przedstawiały one przeróżne krajobrazy. Gęste lasy, zaśnieżone góry, ogromne jeziora, bezkresne morza. Na środku gabinetu stało krzesło i czarne biurko, a na nim w pedantycznym porządku były poustawiane przybory do pisania, książki oraz pergaminy. Przed meblem ustawiono zielone fotele. Na podłodze znajdował się puszysty dywan w tym samym kolorze.

Czarodziej podszedł do krzesła i zasiadł za biurkiem. Pokazał dziewczynie, że ma zrobić to samo, a ta usiadła przed nim.
- Nazywam się Draco Malfoy i jestem tutejszym nauczycielem eliksirów. No i, oczywiście, opiekunem Ślizgonów, do których dołączyłaś dzisiaj z hukiem – odparł po chwili.
„Draco Malfoy!” – Katie od razu wyprostowała się. Teraz poznała tego człowieka. Wiedziała, że go zna! Tyle złych rzeczy o nim słyszała. Wiedziała również, że jego rodzina była bardzo bogata i zajmowała same wysokie stanowiska. Nie spodziewała się więc zobaczyć go jako zwykłego nauczyciela w Hogwarcie. Szczerze mówiąc, nie spodziewała się go zobaczyć nigdy w swoim życiu. Spojrzała w oczy czarodziejowi z wahaniem i lękiem. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Katie uznała, że na pewno nie zaprzyjaźni się ze swoim opiekunem.
- Twój czyn bardzo zszokował naszą kochaną dyrektorkę, która na pewno nie puści ci tego płazem – kontynuował nauczyciel. – Jako, że trafiłaś do mojego domu, jestem odpowiedzialny za wymierzenie ci kary. W sumie, to ledwo udało mi się przekonać profesor McGonagall, byś spotkała się ze mną, a nie z nią. – Uśmiechnął się pod nosem. – Gdybym zawiódł, pewnie już pakowałabyś się i ruszała do domu.
- Nie prosiłam pana o pomoc, sama bym sobie poradziła – przerwała nauczycielowi Katie. Powiedziała to tak wyniośle i dumnie, że sama się zdziwiła.
- A ja miałbym o jedną wspaniałą uczennicę mniej? Mowy nie ma – nauczyciel spoważniał. – Karę jednak odstawmy na później. Bardziej interesuje mnie bowiem powód twojego wybuchu w Wielkiej Sali…? – Malfoy spojrzał na dziewczynę pytająco.
- Nikomu nie muszę się tłumaczyć z moich czynów. Niech pan po prostu zabierze mi punkty, da szlaban i puści do dormitorium – odpowiedziała Katie drżącym głosem. Spojrzenie czarodzieja przeszywało ją na wylot.
Nauczyciel podniósł się spokojnie, okrążył biurko i usiadł wygodnie w drugim fotelu. Jeszcze chwilę wpatrywał się zagadkowo w dziewczynę, jakby podejmował jakąś decyzję. Potem pstryknął palcami, a w jego dłoni pojawił się talerz z kanapkami.
- Widziałem, że nic nie jadłaś na uczcie. Weź, skrzaty bardzo starały się, żeby wszystkim smakowało. Nie możemy ich zawieść – ostatnie słowa Malfoy wypowiedział trochę z niesmakiem.
- Nie, ja naprawdę dziękuję. Chciałabym już tylko pójść do dormitorium. – Katie patrzyła tęsknie na kanapki. W tej właśnie chwili, jej zdradliwy brzuch zaczął burczeć, a dziewczyna żałośnie jęknęła.
- Nie wygłupiaj się. Bierz, jak dają – nauczyciel uśmiechnął się i podał jej talerz. Tym razem sięgnęła ostrożnie po kanapkę. Wzięła pierwszy kęs. Czarodziej przyglądał się badawczo, gdy dziewczynie zaszkliły się oczy. W kilka chwil pochłonęła pierwszą kromkę i sięgnęła po następną. On spokojnie czekał. Wiedział, że eliksir zadziała dopiero po chwili.

- Och, te kanapki są pyszne! – wyznała Katie, której wszelkie uprzedzenia do nauczyciela zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Czuła w środku taki spokój i radość. Cała złość z niej wyparowała. Pomyślała nawet, że lubi tego mężczyznę przed nią. Siedział właśnie wygodnie rozpostarty na fotelu, ze stopą na kolanie i przyglądał się jej. W końcu kanapki się skończyły, a ona zwróciła wzrok na czarodzieja w niemej prośbie.
- Niestety, więcej nie mam. Wróćmy jednak do naszej rozmowy. – Malfoy pochylił się w jej stronę, oparł łokcie o kolana i splótł palce pod brodą. – Dlaczego tak haniebnie potraktowałaś naszą biedną, starą tiarę? Czymże sobie na to zasłużyła? – spytał łagodnie z uśmiechem na ustach.
- Och, to naprawdę błahostka – odparła Katie. – Po prostu… delikatnie zasugerowałam tej czapce, że nie przepadam za Slytherinem. – Dziewczyna wzięła oddech i przez chwilę zastanawiała się, czy otworzyć się przed opiekunem. Wtedy jej mózg zaczął wysyłać słabiutkie sygnały „To Malfoy!”. Machnęła ręką. – Naprawdę, ja przepraszam. Nie wiem, dlaczego tak się zdenerwowałam. To się już więcej nie powtórzy – obiecała gorliwie.
Draco patrzył na uczennicę w zamyśleniu. Zastanawiał się, czy dalej naciskać. Zauważył jednak, że dziewczyna powoli odzyskuje świadomość. Zdziwił się trochę. „Ten eliksir powinien działać jeszcze z godzinę…” – pomyślał ponuro. – „Trzeba będzie poprawić recepturę”. Odchrząknął.
- Oczywiście, rozumiem. Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia.
- Co pan teraz zamierza? – Katie patrzyła na niego obojętnie. W jej głowie toczyła się bitwa. Połowa żołnierzy krzyczała „On cię czymś nafaszerował!”, zaś druga głośno skandowała „Merlinie, uwielbiasz tego gościa!”.
- Cóż, muszę jakoś ukarać cię za niegodny występek, chociaż tiara sobie zasłużyła, jak najbardziej. – Malfoy uśmiechnął się. – Myślę, że lekki szlabanik u mnie powinien wystarczyć. Akurat jutro mamy lekcje, więc zgłoś się do mnie zaraz po zajęciach – powiedział wesoło i wstał z fotela. – Mam nadzieję, że przekonasz się do twojego nowego domu. Uwierz mi, Ślizgoni nie są tacy źli, jak o nich mówią… –  nauczyciel urwał. Odwrócił się i założył ręce na plecach. Jego wzrok zmętniał, wpatrywał się w jakiś odległy punkt. Zatopił się w własnych wspomnieniach z czasów, gdy to on sypiał w dormitorium wraz z przyjaciółmi…
- Panie profesorze? – zagadnęła go zaniepokojona Katie. Nie doczekała się jednak odpowiedzi. Rzuciła szybkie „dobranoc” i wyszła z gabinetu. Dopiero wtedy dotarło do niej, że nie wie, gdzie jest pokój wspólny Ślizgonów...

Zaczęła błąkać się po lochach. Jej zmysły wciąż były trochę otępiałe. Zastanawiała się, co tak właściwie stało się w gabinecie. Usiadła pod ścianą. Siedziała tak, siedziała. Myślała o swoich rodzicach, o Draco Malfoyu, głupich Ślizgonach i przerażającej Alessandrze Dus. W końcu zasnęła, a w snach błądziła po nieskończonym, zielonym labiryncie. Otaczał ją żywopłot tak gęsty i wysoki, że nie miała pojęcia, co jest po drugiej stronie. Szukała więc wyjścia na oślep, ale gdy tylko jakieś znajdowała, rośliny od razu zamykały przejście i odcinały jej drogę. Po wielu takich ślepych uliczkach, Katie została uwięziona w małym kwadracie. Oparła się zrezygnowana o ścianę, lecz ta nagle się otworzyła. Dziewczyna z wrzaskiem spadła w tył, uderzyła o coś głową i obudziła się. Okazało się, że jeden ze Ślizgonów otworzył drzwi do Pokoju Wspólnego, przy których zasnęła Katie. Smith jęknęła, podniosła się na nogi i potarła ręką wielkiego guza z tyłu głowy. Spojrzała pogardliwie na chłopaka w drzwiach. Miał krótko przycięte, brązowe włosy oraz żywe, błękitne oczy.
- Cześć małolacie! – odezwał się Ślizgon. Mógł być starszy od dziewczyny najwyżej o dwa lata. – Pierwszoroczniak? Czemu jeszcze nie jesteś w swoim dormitorium? Przecież już jest po północy! – zauważył gniewnie.
- Spoko, nic mi nie jest. Dzięki, że się o mnie martwisz – odparła sarkastycznie Katie.
- A nie ma sprawy, proszę cię bardzo. Jestem Scorpius –  powiedział i wyciągnął rękę przyjaźnie. –  Scorpius Anders.
- Katie. Katie Smith –  dziewczyna niechętnie podała mu dłoń.
- Wiem, jak się nazywasz. Dałaś taki popis w Wielkiej Sali, że mało kto cię teraz nie zna! – zaśmiał się chłopak życzliwie.
- Cieszę się niezmiernie. A teraz rusz się, bo chcę przejść –  warknęła Katie i przecisnęła się obok niego.

Weszła do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Wszędzie panował mrok i zieleń. Jedyne światło pochodziło z kominka i zielonkawych lamp podwieszonych na łańcuchach pod sufitem. Przez okna widać było dno jeziora, w którym pływała wielka kałamarnica. Jako, że dormitoria Ślizgonów mieściły się pod jeziorem, po ścianach spływały kropelki wody. Przed kominkiem ustawiono kilka krzeseł. Katie spojrzała krytycznie i zaczęła iść w kierunku sypialni. Po drodze zauważyła, że każda osoba, którą mijała, ogląda się za nią ciekawie. Usłyszała, jak ktoś zawołał ciche “pierwsze po lewej”, więc odburknęła podziękowanie. W końcu dotarła do pokojów pierwszego roku. Zgodnie z podpowiedzią, otworzyła pierwsze drzwi po lewej stronie. Wkroczyła do sypialni i zauważyła, że cztery na pięć łóżek jest już zajętych, a ich właścicielki głęboko śpią. Po cichu podeszła do kufrów współlokatorek, które stały pod ich łóżkami i zaczęła czytać plakietki. Pierwszą osobą, z którą miała spędzić siedem lat w jednej sypialni była Olivia Jones. Druga dziewczyna nazywała się Emma Hall. Obok niej spała Anastasia Fortis. Przedostatnie zaś łóżko zajmowała Alessandra Dus. “Cudownie!” - pomyślała Katie. Przebrała się szybko w pidżamę i padła wycieńczona na własne posłanie, które znajdowało się tuż obok łóżka tajemniczej, czarnowłosej dziewczyny. Zasnęła jak dziecko.

2 komentarze:

  1. Cudowny rozdzial :3
    Wowowowo, Draco jako opiekun - super pomysl! No i Scorp <3

    Przerażająca i tajemnicza Aless *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty i tak wiesz, że ja to uwielbiam :3

    OdpowiedzUsuń